niedziela, 10 sierpnia 2014

Orange robi klientów w ch....?

Od wielu lat uważam, że oferty na kartę są jedynymi sensownymi ofertami telekomów. Doładujesz to korzystasz, a jak nie, to nie. W abonamencie nie zawsze chciane usługi zżerają pieniądze w nieskończoność, a na karcie tylko do wysokości doładowania. Niestety, niekoniecznie, bo okazuje się że nawet więcej.

Od 29 lipca 2014, czyli od ostatniego doładowania konta Orange Free na Kartę coś systematycznie zjadało mi środki z konta, na tzw. Internet i OW. Mimo systematycznego doładowywania konta, a także zgromadzonego bonusu w wysokości 26 GB. Widocznie to mało, gdyż po grosiku, po kilka groszy, znikają pieniądze z konta. Ktoś mało dociekliwy się nie zorientuje, ale jeśli w ciągu doby zniknie 67,36 zł, nie sposób tego nie zauważyć. O CO CHODZI???


Mój przypadek nie jest odosobniony - w sieci można znaleźć już sporo podobnych wątpliwości. Jedynym sposobem odzyskania środków na koncie jest pisanie reklamacji do Orange - operator powinien zwrócić środki do wysokości 30 zł bez długotrwałej procedury reklamacyjnej. W moim przypadku, przy kwocie niemal 100 zł, która zniknęła z konta w ciągu 2 tygodni, pewnie trochę to potrwa...

AKTUALIZACJA

Z odpowiedzi Orange na moją reklamację wynika, że kwota blisko 100 zł nie została pobrana z mojego konta głównego - na wykazie znajduje się tylko informacja, ile kosztowałby transfer takiej ilości danych, gdyby nie bonus. Jednak mam wrażenie, że cały czas uciekają mi pojedyncze grosiki jednak z konta głównego. Ponieważ korzystam z telefonu dość intensywnie, trudno mi to dokładnie zmierzyć, ale w dogodnej chwili jeszcze wrócę do tematu.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Internetowy śmietnik Komputer Świata

Gdy ostatnio poszukiwałem informacji na temat cen pamięci flash, Google podsunęło mi stronę wiki.komputerswiat.pl. Co prawda, nie z informacją o cenach pamięci, a raczej akumulatorów, ale może i ciekawe:









Pokusa była wielka, więc kliknąłem i... uzyskałem takie oto cenne informacje na temat cen akumulatorów:
















Naprawdę, jestem pod wrażeniem. Tylko takie pieprzenie, na całej stronie ani słowa więcej na temat akumulatorów (za to była reklama portalu wynajmu mieszkań), jedynie ta syfiasta ramka...

Ja rozumiem, że istnieje coś takiego jak pozycjonowanie, ale jeśli się nie ma grama treści sensownej treści, to po cholerę ściągać usera na własną stronę? Panowie z KŚ, efekt jest odwrotny od zamierzonego - ja was więcej nie kliknę. Tak jak przestałem już kilkać np. nokaut.pl, bo on też w podobny sposób, zupełnie bez sensu, podstawiał bezwartościowe linki. A tymczasem życzę powodzenia w tworzeniu nikomu niepotrzebnego śmietnika!

piątek, 13 czerwca 2014

Piątek, trzynastego, 2014...

Kilka dni temu krakałem o świecie bez Google... A tu wchodzę na feedly.com, pusta strona, niczego nie przeczytam :( Zaglądam na bloga Feedly, a tam komunikat Denial of service attack [Neutralized]. Widocznie niekoniecznie neutralized, skoro komunikat pochodzi z 11-go czerwca, a dwa dni później usługa wciąż nie działa.

No to mam wolną godzinkę, wejdę na Allegro i pogrzebię w swoich ofertach, bo mam ich kilka wystawionych. Widzę tyle: Serwis Allegro będzie niedostępny od 13:07 do 16:00. No to nie ma problemu, poczekam parę minut, bo już prawie 16:00. A po chwili: Serwis Allegro będzie niedostępny od 13:07 do 18:00. Cóż... może będzie niedostępny do soboty albo niedzieli...

Chciałem w tzw. międzyczasie sprawdzić stan swojego konta w Orange. Strona nie działa. Oficjalnego komunikatu brak.

Więc dziś ani poczytać, ani tanio kupić, ani drogo sprzedać. Czy to piątek, 13-go? Czy musimy zacząć się przyzwyczajać, że im wyższa technologia, tym bardziej się krzaczy? W sumie z wysokiego stołka mocniej się spada.

PS. W czasie pisania tego postu też wyskoczył kwiatek:

Podczas zapisywania lub publikowania Twojego posta wystąpił błąd. Spróbuj ponownie.

Ale w końcu się udało... uff...

środa, 4 czerwca 2014

Świat bez Google


Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby świat bez Google? Dziś nie mogę uzyskać dostępu do Dysku, na którym mam ważne dokumenty. Bo przecież chmura to nie jest jakiś pierwszy z brzegu serwer, który może paść. A jednak.

Może jutro padną mapy, a pojutrze Gmail. Kto ma konto na Gmailu? Musi mieć każdy, kto chce instalować aplikacje ze sklepu Google Play. Świat bez Google również nie ma tego sklepu, więc nie ma aplikacji na większość smartfonów. Jeszcze lepiej, że nie ma YouTube, zdjęć w Picasa, nie ma nawet tego Bloggera...

Owszem, do wszystkiego znajdą się zamienniki, ale kiedyś całą zgromadzoną w Google treść trafi szlag. Może lepiej zgrać internet na komputer? Przynajmniej tą własną część internetu.

niedziela, 1 czerwca 2014

Co się psuje?

Jakiś czas temu ruszył serwis społecznościowy cosiepsuje.com, który ma chronić klientów przed zakupami awaryjnego sprzętu. Idea niezła, ale po kilku miesiącach widać, że niestety mocno dziurawa, bo:

  • psuje się to, czego ludzie używają. Prosty przykład: na 120 zgłoszonych usterek smartfonów najwięcej dotyczy Samsunga (42 zgłoszenia). Czy to smartfony najbardziej awaryjne? Nie, po prostu najwięcej osób z nich korzysta;
  • opinie dotyczą produktów już zakupionych, a nie tych, które są w sklepach. Ponieważ awaryjność produktów zmienia się w czasie, opinie o poprzednich seriach niekoniecznie muszą mieć przełożenie na najnowsze produkty. Oczywiście, odzwierciedlają generalne podejście producenta do spraw jakości i byłyby użyteczne, gdyby nie to, co napisałem w punkcie 1,
  • zwolennicy (może nawet autorzy) przekonują, że jest to znacznie lepsza forma oceny produktów niż tradycyjne recenzje, pozbawiona nacisków producentów, jakim podlegają recenzje np. w internecie lub prasie drukowanej. Czy aby na pewno? Jaką mamy gwarancję, że posty o psującym się sprzęcie nie są filtrowane przez moderatorów na potrzeby konkretnych producentów?
  • dopóki produktów nie ocenia się z imienia i nazwiska, z podaniem PESEL-u czy numeru dowodu osobistego, opinie zawarte w serwisie społecznościowym są tyle warte, co wpisy forumowych trolli. Nie tak dawno Samsung poświecił przykładem, zatrudniając w Azji studentów, których zadaniem było oczernianie LG. Może teraz konkurent odpłaca się tym samym, stąd ta wysoka awaryjność smartfonów Samsunga? :-)