W szkole z ekonomii byłem całkiem niezły. Zapamiętałem, że na wolnym rynku obowiązują takie ceny, za jakie sprzedający chce sprzedać towar, a kupujący jest skłonny zapłacić.
Jak to tego ma się fakt, że mieszkanka Namysłowa miała pliki warte 4 miliony złotych? Czy ktokolwiek byłby skłonny zapłacić taką kwotę za 150 tysięcy plików? Albo choćby 1% tej kwoty?
A w ogóle to jak oszacowano wartość tych plików? Jakby to były materiały oryginalne, mimo że były pirackie? Wszak wytwórnie przekonują, że piracić nie warto, bo otrzymuje się materiał gorszej jakości, co z grubsza jest prawdą. A skoro gorsza jakość, to i wartość niższa. O ile niższa?
Nawet jeśli materiał znaleziony u tej pani byłby w pełni oryginalny, to znalazłby się ktoś, kto zapłaciłby za niego 4 mln zł? Albo choćby 1% tej kwoty?
A tak w ogóle, to dlaczego słynna już mieszkanka Namysłowa nie ma kasy po kokardkę i nie siedzi na Jamajce? Bo takie pliki de facto są GÓWNO WARTE.