Czy naprawdę Windows 8 zabija rynek? Chyba bliższe prawdy jest to, że mu nie pomaga. To tak, jakby powiedzieć, że przez nielegalny soft Microsoft traci. Nic bardziej błędnego - po prostu mniej zarabia!
- Intel, który przy praktycznym braku konkurencji wprowadza niewielkie zmiany w wyznaczonym z góry rytmie tick-tock, czasem tylko zaskakując odbiorów jakimiś innowacjami. Kolejne generacje procesorów dają niewielki wzrost wydajności (jakieś 10-15 proc.), a także niewielki spadek zużycia energii, który klientowi zwróci się pewnie po 10 latach używania komputera. To i tak lepiej niż u AMD, gdzie zmiana Phenoma II X6 na Bulldozera nie tylko nie poprawiała wydajności, ale też drastycznie podniosła apetyt na prąd.
- Producenci konsol, którzy z różnych powodów zatrzymali rozwój tych urządzeń. Microsoft miata się pomiędzy rynkiem pecetów i urządzeń mobilnych, Sony - jak inni japońscy producenci - ledwo zipie (firma zamknęła rok 2012 stratą 820 mln dolarów), Nintendo wypadło z rynku. Przez ostatnie lata nikt nie ma głowy do konsol, a te nadchodzące pod względem wydajności też nie będą przełomowe. I co z tego? Otóż słabe konsole to słaba grafika w grach - nie tylko konsolowych, ale i pecetowych (w końcu to prawie te same tytuły). Efektem jest to, że niemal każda gra działa na przeciętnym procesorze i karcie graficznej.
- Pan, pani, społeczeństwo. Bo nietrudno przewidzieć, że 90 procent (a może i więcej) ludzi to nie twórcy, a konsumenci. Użytkownicy nowych technologii to konsumenci internetowych treści, w dodatku bardzo mało wymagający, którym wystarczy YouTube i Angry Birds (nie wspominając o prymitywnych grach pokroju Tamago). Na ten podatny grunt idealnie trafiły tablety, na których działa wszystko co potrzeba. W dodatku tablet kosztuje 100 dolarów, a pecet - 1000 dolarów, co ma niemałe znaczenie w krajach rozwijających się, napędzających całą światową gospodarkę.
Ostatecznie zyskujemy taki efekt, że przeciętny klient kupi tablet, bo to mu wystarczy. Ponieważ tablety to w większości badziewie, o czym klient przekonuje się po raz pierwszy po zakupie GoClevera z Biedronki, za kilka miesięcy - bogatszy o to doświadczenie - kupuje drugi, trochę droższy. A że tablety bardzo szybko się rozwijają (a także psują), za rok czy dwa lata kupi następny. W końcu to tylko kilkaset złotych.
Natomiast ci, którzy potrzebują notebooka albo peceta (bo robią grafikę albo filmy, piszą artykuły albo blogi, itp.), i tak już go mają i raczej nie czują potrzeby jego wymiany. Bo procesor kupiony ze 3 lata temu jest tylko trochę wolniejszy niż obecny. Grafika sprzed 3 lat też nie jest dużo gorsza - potwierdzają to sami producenci układów graficznych, serwując nam odgrzewane kotlety, jedynie ze zmienionymi oznaczeniami, by jakoś zasymulować postęp. Jedynym sensownym nabytkiem jest dysk SSD, który daje "kopa" nieporównywalnego z żadnym innym upgradem. Ale do tego nowy komputer nie jest potrzebny. Aż dziw bierze, że rocznie da się sprzedać prawie 250-300 mln blaszaków!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz